top of page

 

 

 

KASIA SKROBISZEWSKA: Serhiju, studiowałeś na

Wydziale Grafiki, u profesora Jacka Gaja. Od tej

pory się znamy. Chciałabym, żebyś nam opowiedział,

co masz dziś do przekazania. Tutaj w pracowni

jest z nami Bogdan Achimescu, Agnieszka Piksa

oraz nasi studenci i studentki z pierwszego roku

Wydziału Intermediów.

 

SERHIJ CZAJKA: No właśnie, może będziemy po

prostu prowadzić rozmowę! Żebym się nie wypo-

wiadał jak „profesor”.

 

BOGDAN ACHIMESCU: Mam taki pomysł. Ja ci powiem,

jaki format rozmowy wymyśliliśmy. Ale zanim Ci

powiem, to jeszcze powiem, że ja też studiowałem

u Gaja. Wszyscy ludzie w ostatnich 120 latach stu-

diowali u Gaja. (śmiechy)

 

SC: Tak, wierzę w to, widziałem to!

 

BA: Ty nas widzisz jeszcze, czy już się przerwało?

 

SC: Tak, ja widzę wszystko! Wszystko

w porządku.

 

BA: Bo powiem Ci, jaka jest formuła. Myśmy tutaj

wzięli tusze różne. Pisaki. Różne takie rzeczy. Kuba

Sowiński, którego znasz, powiedział, że może złoży

jakąś taką publikację improwizowaną. Zobaczmy co

z tego wyjdzie. Ja korzystając z faktu, że ciebie de

facto nie znam, wiem oczywiście kim jesteś, ale nie

dyskutowaliśmy jakoś poważnie...

 

SC: Tak, nie dyskutowaliśmy osobiście.

 

BA: …nigdy nie mieliśmy okazji, to ja bym Cię zapy-

tał parę takich pytań ramowych i może potem bym

poprosił studentów, żeby pytali, oni twoje prace

znają, bo je oglądali. Jeżeli możemy tak, to ja bym

ciebie od razu zapytał, powiedz nam parę takich

rzeczy, sytuujących ciebie: skąd jesteś, od kiedy do

kiedy studiowałeś, kiedy robiłeś doktorat i co potem

robiłeś...

 

SC: Rozumiem! Pochodzę z Ukrainy, studio-

wałem na ASP dwa razy... Raz na początku lat

dwutysięcznych, studia uzupełniające magister-

skie. Chodziłem do pracowni Jacka Gaja, kiedy

Kasia była tam asystentką. Drugi raz — studia

doktoranckie, od 2015. Obroniłem pracę w 2020

roku; profesor Bednarczyk był moim prowadzą-

cym. To tyle co mogę powiedzieć krótko o swoim

kontakcie z ASP.

 

BA: Potem zostałeś w Polsce?

 

SC: To była pandemia i wyjechałem do domu.

Później wojna, więc już do Polski nie wracałem.

Przyjeżdżałem czasem „po drodze” na Berlin, ale

kontakty z Polską skończyły się.

 

KS: A czy możesz nam powiedzieć, co teraz robisz?

Bo studenci nie wiedzą. Na tyle, na ile możesz.

 

SC: Teraz jestem wojskowym, znajduję się na

poligonie, więc w każdej chwili mogę pojechać do

sztabu. Przełożeni dali mi możliwość, prosiłem

o taki wariant, żeby przez godzinę przynajmniej

z wami porozmawiać. Jestem w wojsku. Czym

się zajmuję w wojsku? Nie wiem, czy to ciekawe

opowiadać...

 

BA: No, a to ty nam powiedz, czy to jest ciekawe! Dla

mnie to jest ciekawsze, niż...

 

SC: Dla mnie to nie jest ciekawe, ale muszę to

robić i robię.

 

BA: Dla mnie to jest ciekawe.

 

AGNIESZKA PIKSA: Może jak wygląda dzień, rutyna?

 

SC: Nie mam wolnych dni. Non stop praca.

Grupa pracuje nad jakąś ideą „zniszczenia wroga”,

powiedzmy tak. Codziennie praca, wolnych dni

nie ma. Przynajmniej do tej pory tak było. A teraz

naszą jednostkę zmieniają, są jakieś problemy

jurystyczne i muszę pewien czas spędzić na poli-

gonie. Dlatego nadarzyła się okazja i teraz jestem

obok was. Niedaleko od Polski. Jak chcecie więcej

o wojsku, to pytajcie.

 

BA: Ja chcę wiedzieć, jak to jest z twojego punktu

widzenia, czy chcesz tam być? Nie chcesz? Dlaczego

jesteś, poszedłeś sam, złapali...

 

SC: Zostałem zmobilizowany, ja nie poszedłem

sam. To jest w ramach mobilizacji. Czy ja chcę tu

być? No na pewno nie. Wolałbym pracować i zaj-

mować się sztuką, ale jestem w wojsku i muszę

ciągnąć tą dziwną linię w swoim życiu.

MATEUSZ SZUMIEC: czyli teraz nie jesteś związany

ze sztuką. Twoja codzienność nie jest związana...

 

SC: W ogóle. Sztuka odleciała ode mnie przez

te pięć miesięcy pobytu w wojsku, o sztuce

rzadko myślę. Te całe rozmowy, humor, ja widzę

sam po sobie, że wchodzę w tą grę, że o broni non

stop rozmawiają ludzie, i w taki specyficzny- no,

w stylu Szwejka, humor wojskowy. Nie spotyka-

łem ludzi, którzy interesowaliby się sztuką, litera-

turą. Próbowałem parę razy rozmawiać o takich

rzeczach, które mnie interesują, nie znalazłem

chętnych.

 

BA: Echa, które dochodzą do nas są takie, że właśnie

wśród Ukrainek i Ukraińców, którzy są na froncie

jest bardzo dużo ludzi- DJ-ów, poetów. Nie trafili

ci się?

 

SC: Nie no, zdarzają się, na przykład moja

ekipa jest pod tym względem jedną z najbardziej

„kulturalnych”. Dużo artystów. Ale my w różnych

miastach i rzadko spotykamy się, żeby ot, tak

porozmawiać. Ukraińskie wojsko to dużo ludzi ze

świata sztuki, to prawda. Ja spotykam „zwykłych”

obywateli. Oni raczej o samochodach rozmawiają,

nie o sztuce.

 

MS: To ci brakuje takiego kontaktu ze sztuką, jaki

miałeś w Polsce?

 

 

SC: W ogóle mi brakuje, a w Polsce miałem

cały świat, z kimś się spotykałem, dyskutowałem.

Miałem też znajomego, który zajmuje się tłuma-

czeniami z ukraińskiego. Brakuje mi tego. Do

polskiej kultury wszedłem kiedyś z zainteresowa-

nia, bo mieszkałem w Zachodniej Ukrainie i tam

nauczyciele często dawali książki o malarstwie

polskim. Robiły na mnie duże wrażenie. Mam

rodzinę powiązaną z Polską, to też ma swoje

oddziaływanie. W takim klimacie wychowałem

się. Radzieckie i polskie elementy były równie

mocne.

 

BA: Takie pytanie z dziedziny risk management, czy

też feeling management. Jak to jest jako odczucie: boisz

się? Bo zawsze to ma jakiś konkret. W którą stronę

w ogóle się porusza dla ciebie to wszystko?

 

SC: Jasne, że boję się. Na razie bym powiedział

tak, że nie do końca rozumiem siebie w tej pozycji.

Kiedy żyłem jako zwykły człowiek, to bywałem

w „ostrych” sytuacjach, ale to był mój wybór. A tu

ktoś za moją spiną stoi i podejmuje za mnie decy-

zje. Muszę gdzieś iść i ryzykować. Gdyby to była

moja decyzja, to moje ryzyko. Pod tym względem

czuję dyskomfort, że to czyjaś decyzja, a nie moja.

Prosto mówią, „rozkaz, proszę tam iść”. W środku

zawsze buntuję się.

 

BA: Kiedyś mi przyjaciel ze Szwajcarii mówił, że

on był taki conscious objector, taki który z powodów

sumienia odmawia służby wojskowej.

 

SC: Rozumiem, tak.

 

BA: Oczywiście to forma luksusu, który w Szwajcarii

istnieje. Zapytałem go, dlaczego, czy jest pacyfistą,

i powiedział, że niekoniecznie, że nawet nie jest

przeciwny posiadaniu broni, co w Szwajcarii jest

powszechne, ale że odmawia takiej sytuacji, że ktoś

inny daje mu bron i mówi co z tą bronią robić.

 

SC: Mam podobne podejście. Nie tylko ja, wiele

osób. Ukraińska wojna zaczynała się jak walka

wolnych Kozaków, którzy sami brali za nią odpo-

wiedzialność. Łączyli się w grupy, choć panował

pewien chaos w 2014 roku i w początku 2022.

Teraz to moim zdaniem wchodzi w „pruski”

system wojenny: rozkaz, i nikogo nie interesuje,

że jesteś jednostką. Ja nazywam siebie „walizą”.

Przenoszą mnie jak walizę, powiedzą: „jutro

jedziesz tam” i ty jedziesz.

 

BA: Jesteś już ile czasu w wojsku?

 

SC: Pięć miesięcy.

 

BA: To długo, kurczę...

 

SC: Dla mnie to strasznie długo. Pięć miesięcy

to nigdy w życiu dla mnie nie było, żeby taka

pauza w pracy... Żebym nie uprawiał sztuki, nie

rozmawiał z ludźmi. Trochę to zniekształca psy-

chicznie. Wiele osób rzuca to i ucieka. Nie wytrzy-

mują. Rozmawiałem z kolegami z Kijowa, ze

świata sztuki, z poligonu po prostu uciekli, bo nie

wytrzymali. Wojsko dehumanizuje, ten system

jest poza człowiekiem. Takie prawdziwe wojsko.

 

BARTOSZ KUŚNIERZ: Jak jeszcze na ASP byłeś, to na

jakim kierunku studiowałeś?

 

SC: Marstwo, na początku u profesora Wsioł-

kowskiego. Później na studiach doktoranckich

u Andrzeja Bednarczyka. Chyba do tej pory jest

rektorem?

 

BK: Coś szczególnie ci się na tych studiach podobało?

 

SC: Początek lat 2000 był bardzo ciekawy,

Polska jeszcze nie wstąpiła do Unii. Było dużo

studentów z innych krajów, inna atmosfera

studiów niż później. Mieszkałem w akademiku,

Kasia pewnie wie... na Kapelance. W koszarach

austriackich. Była dobra atmosfera i kontakty

ze światem. Ciekawe studia, dużo mi dały, bo

ja przecież wyrastałem w postradzieckim świe-

cie, gdzie mało informacji było o sztuce. Bida

z nędzą, te lata 90te. Poznałem dużo ciekawych

osób w Polsce. Do tej pory z wieloma się koleguję.

Doktoranckie to już co innego, raczej naukowa

i społeczna gra.

 

BA: Tutaj nadal jest proporcjonalnie dużo studentów

z Ukrainy.

 

SC: To dobrze. Cieszę się z tego.

 

BA: Mamy ich wśród nas. Ja też jestem osobą, która

przyjechała i została. Ja odbyłem służbę wojskową

w Rumunii, ale to było raczej źródło komedii, jak

mówiłeś o Szwejku...

 

SC: A, obowiązkowa służba?

 

BA: Bardzo dużo kretynizmów.SC: Ja właśnie na tę służbę nie poszedłem,

byłem zwolniony, bo stan zdrowia. Teraz okaza-

łem się zdrowy, tak nagle.

 

BA: Pierwszy raz w życiu się martwię, że moje dzieci

są zdrowe. Obydwaj synowie dostali kategorię „A”.

Trzeba było im dawać Redbulla i wódkę, a nie wysy-

łać na sport.

 

SC: Nigdy nie jest to zdrowe.

 

BA: No już za późno, bo się rozwinęli. A jak to jest,

mówię do audiencji męskiej, jesteście w ewidencji

wojskowej?

 

STUDENCI: Tak.

 

BK: Ja mam kategorię „A” ale w praktyce mam

też rzeczy, które mi zabraniają posiadania broni.

Jestem ciekaw jak chcą to ogarnąć.

 

BA: Obiecałeś, że kogoś zabijesz?

 

BK: Obiecałem, że siebie zabiję.

 

BA: To jest jakaś metoda. W wypadku wojny może

nie działać.

 

SC: Można strzelić prosto w nogę lub rękę

i wtedy się uratować.

 

BA: Mam różne śmieszne historie znajomych, co uni-

kali służby wojskowej... Ale może jeszcze wy macie

coś do zapytania.

 

BK: Jeśli chodzi o unikanie służby wojskowej, to ja

sobie Mausa czytam, tam jest cały wątek głodzenia

przez ojca, autor przez ostatnie miesiące na kawie

leciał, i mu powiedzieli: „A, przyjdź jeszcze za rok”.

To już sobie uznał, że tą służbę odbędzie, bo się

prostsza wydawała, niż jego ojciec... (śmiechy)

 

SC: Często artyści przez klinikę psychia-

tryczną unikali służby. Przynajmniej w czasach

radzieckich. Z artystów mało znam osób, co były

w wojsku.

 

BA: Pierwsza wojna światowa, to bardzo dużo było

artystów w wojsku. Poetów.

 

SC: Młodych ciągnęli, to była totalna mobili-

zacja. Do tej pory odczuwa Europa tę pierwszą

wojnę światową.

 

BA: W mentalności... Też duży strach przed wojną.

 

SC: Dużo osób zginęło, do tej pory tej jamy

demograficznej nie przeskoczono.

 

MS: A jeśli chodzi o sztukę, jeśli miałbyś zdefinio-

wać swoje inspiracje? Kiedy jeszcze pracowałeś nad

swoją sztuką, jak rozumiem, o swoim pochodzeniu,

wychowaniu w postsowieckim państwie, tak zauwa-

żyłem, że to miało duży na ciebie wpływ i chciałbym

więcej o tym usłyszeć…

 

SC: Chodzi ci o to, co mnie inspirowało

w radzieckim i postradzieckim?

 

MS: O to i o inne inspiracje, które służyły ci podczas

tworzenia prac…

 

SC: Najciekawsze, że właśnie w Polsce te

radzieckie inspiracje już wynikły pod innym

kątem dla mnie, to było w pewnym sensie „obce”

spojrzenie. Nakładałem świat sztuki europejskiej

który poznałem, książki, wystawy, z patrzeniem

na przeszłość. To generalnie mogę powiedzieć

o plastycznej inspiracji – spojrzenie obcego na

siebie. Nie traktuję tego ani pozytywnie, ani

negatywnie, dzieciństwa i dorastania, po pro-

stu badam, sam nad sobą pracuję. Gdzie byłem,

w czym wyrastałem, po co tak było, co i dlaczego

jest teraz, to takie ogólne „nagłówki” które dają

mi możliwość tworzyć dalej. Zawsze zaintere-

sowany byłem historią i lubiłem artystów zwią-

zanych z politycznym spojrzeniem jak Richter

czy Tuymans. Wszystko zmiksowało się w to,

co robię.

 

BK: Studiowałeś malarstwo, masz jakiś ulubiony nurt

w malarstwie?

 

SC: Kiedy studiowałem, to mnie intereso-

wał hiperrealizm, to było popularne. I polskie

warianty realizmu: Maciejowski, Sasnal, postmo-

dernistyczny realizm, tak bym to nazwał. Cieka-

wiła mnie też sztuka wideo, robiłem jakieś prace,

do kina chciałem też dojść. Wszystko się zmienia,

wyrastasz i wchodzi inne spojrzenie na siebie.

 

BA: Ty wystawiałeś kiedyś z Sasnalem?

 

SC: Nie jeden raz, parę razy.

 

BA: Nie wiem czy to porównanie ma sens, bo

powiedzmy, że Sasnal ma „kontrolowaną produk-

cję” ale myślałem sobie o Czapskim i doszedłem

do refleksji, że nadal nie ma miejsca dla artystów

z naszej części świata. Opublikowano listę 500

najważniejszych artystów na świecie, nie ma na

niej nikogo z naszej części Europy. Głównie są

z Zachodu oraz z Afryki.

 

SC: Zdziwiony.

 

BA: Moja diagnoza jest taka, że są zapatrzeni sami

na siebie, a jeśli patrzą na zewnątrz, to to spojrzenie

mapowane jest przez ich własne winy kolonialne.

Nie ma dla nas miejsca innego niż bycie ilustracją

ich teorii o świecie.

 

SC: Z Afryki to kto, Marlene Dumas? Czy praw-

dziwi Afrykanie…

 

BA: El Anatsui chyba był, a najbardziej wpływowy to

Afrykańczyk, o którym nie słyszałem i nie neguję, że

jest wpływowy, tylko przypomina to lata 90te, kiedy

opadła żelazna kurtyna to nastąpiła moda na rosyj-

skich artystów, Komar i Melamid, był catering pod

wszystkie gusta, ale wtedy ta uwaga przeskoczyła

nad Wschodnią Europą i się skupiła na dalszym

imaginarium.

 

SC: Sztuka Europy dalej niewidziana. Kolo-

nializm wciąż mocno oddziałuje. Jest to problem,

odczuwa się go w sytuacji społeczno-politycznej.

Widać, że nie mogą podjąć decyzji w sytuacji

z Ukrainą. Podwójność istnieje non-stop.

 

BA: Podwójność?

 

SC: Jednocześnie jest zagrywanie z Rosją, kupo-

wanie ropy i gazu, do tej pory. Z drugiej strony

pomagają Ukrainie, ale nie ma dokonanego

wyboru. Artyści z Rosji jeżdżą i robią wystawy,

mówią, że sztuka poza polityką… Do Włoch

przyjeżdżają gwiazdy operowe które wspierają

Putina, spokojnie występują w La Scali. Anna

Netrebko, i inne… [nieczytelne] występowały

w Gruzji, w czasie okupacji. Włosi zapraszają ich

non stop. Nie rozumiem tego. Jest podwójność

moralna. Dlaczego? Emocjonalnie do tego pod-

chodzę, może dlatego że znajduję się wewnątrz tej

sytuacji.

 

BA: Zachęcam studentów, żeby zadawali pytania.

Mamy taką jednostkę, śledząca losy absolwenta.

Słyszeliście o niej? Biuro Karier. Brzmi jak utopia.

To spotkanie jest pod tytułem „Serhij opowiada nam

o swojej karierze”.

 

SC: No, nie do końca. A chciałem zapytać, czy

macie już akademik? Gdzie mieszkacie?

 

AGNIESZKA SOKÓŁ: Na Akademii Kultury Fizycznej,

wynajmowany przez ASP i powiem, że jest nawet

fajnie.

 

SC: To w dobrym miejscu, a dobrych kolegów

macie?

 

AS: Wszyscy mają sześciopaki, i to nie piwa. Chodzą

na WF codziennie i ja potem idę z teczką, i mi trochę

wstyd…

 

SC: Mięśniacy prawdziwi?

 

AS: Sami mięśniacy, bardzo im śmierdzi w pokojach.

 

SC: Macie konflikty?

 

AS: Lubią się wydzierać na korytarzach o 3 w nocy.

 

SC: Mieszkałem jakiś czas na AGH-u, też dziwne

osoby tam mieszkały. No szkoda, że nie ma

akademika, to ważna rzecz, gdyby każdy miał

swój, to byłoby co innego.

 

BK: Wracając na pół sekundy do tego, że zachodnie

outlety co do sztuki lubią pomijać europejską, rzecz

jest taka że kiedy się coś pojawi w świadomości

publicznej co przedstawia te postsowieckie realia,

jak na przykład – moim ulubionym jest zjawisko

wywołane przez Disco Elysium. Estoński projekt, bar-

dzo osadzony: i pisanie, i aktorstwo, i cała warstwa

sztuki jaka to otacza w całej kulturze postsowiec-

kiej, i tym, co się w ogóle działo, po tym jak opadła

żelazna kurtyna, jak kraje musiały się same podnosić.

Jak neoliberalizm sprawił, że złe stały się jeszcze

gorsze... Okazało się, że ludzi z Zachodu interesują

te tematy, ale najwidoczniej w świecie sztuki jest

to jeszcze zbyt obce i może trochę za bardzo boli

obecny system, żeby można było w ogóle takie rze-

czy przegadywać.

 

SC: W pewnym sensie patrzą jak na ZOO, to nie

do końca ich sytuacja, nie chcą lub nie mogą zro-

zumieć. To jak przewozili kiedyś z Afryki do Anglii

ludzi jeszcze w latach 50tych- oni stali w klatkach,

a wszyscy patrzyli. Znacie tą historię. Tak samo

z nami, to nie jest sytuacja zrozumiała dla Zachodu.

Sama Estonia, to egzotyka. Nic więcej.

 

AS: A ja bym zapytała jako ktoś kto też przyjechał do

Polski z zagranicy. Były duże różnice albo rzeczy,

które ci przeszkadzały na początku?

 

SC: Jeździłem jeszcze w latach 90tych, babcia

mieszkała pod Warszawą, więc te klimaty znałem.

To były super czasy, Polska była strasznie otwarta,

żadnej ksenofobii. Początek lat 90 był trudny dla

wielu osób, Polacy sami jeździli i rozumieli o co

chodzi, że życie jest trudne, że w Ukrainie jest

taki czas, taki okres, i ze zrozumieniem patrzyli

na mnie i innych, czasem pomagali, ze sprze-

dawaniem kiczowych obrazków, dostawałem

kasę i mogłem robić co chciałem. Niechęci nie

odczuwałem. Coś się zmieniło później, od dokto-

ranckich studiów, pojawiły się akcenty związane

z Wołyniem i inne.

 

BK: Wtedy w polityce się nagłośnili, żeby sobie zna-

leźć temat zastępczy i wybrali właśnie to.

 

SC: Mówię co czuję, nie chcę wtrącać się

w politykę, mówię tylko o kontaktach ze

społeczeństwem.

 

MS: Po obronie dyplomu magisterskiego, w latach

2000, jak wspominasz wejście na rynek sztuki pol-

skiej? Czy było to trudne, żeby zacząć funkcjonować

jako indywidualny artysta, realizować wystawy?

 

SC: Brałem udział w wystawach z dobrymi

polskimi artystami. Z Joanną Rajkowską, Pauliną

Ołowską, Sasnalem – jako młody artysta. Dyplom

był w zbiorach sztuki współczesnej – był taki

program w Krakowie, to od razu kupili i dostałem

jakąś kasę. Później zaczęli kupować i w Kijo-

wie, i w Berlinie. Wtedy był taki „luft”, szczelina,

możliwość – jeszcze niesformalizowane, i w świat

sztuki można było wejść. Jak to wygląda teraz?

Myślę, że sytuacja jest zupełnie inna.

 

RÓŻA KWIECIŃSKA: Ja mam pytanie, dlaczego wybra-

łeś Kraków, ze wszystkich miast do studiowania?

 

SC: Najpierw chciałem w Warszawie. Babcia

mieszkała w Warszawie, i miałem tam kolegów.

Drugi wariant to był Kraków. Porozmawiałem

z nauczycielką języka polskiego z Tarnopola,

ona mieszkała w Krakowie i to chyba dzięki

niej – zaprosiła mnie do mieszkania, stamtąd

poszedłem na Akademię, dokumenty udało mi się

przetłumaczyć. Kraków z Zachodnią Ukrainą jest

bardzo powiązany. Wielu naszych pisarzy, arty-

stów z czasów imperium Austro-Węgierskiego

studiowało w Krakowie. Kraków bardzo bliski

kulturowo. To wszystko złączyło się w całość.

 

BA: Mam jeszcze takie pytanie, śledzisz polską prasę

w ogóle czy newsy? Politykę, publicystykę…

 

SC: Czytam Monikę Małkowską, czytam na ile

mogę, bo jestem ograniczony w tym wszystkim.

Polskie źródła przez Facebooka i Instagrama.

Od czasu do czasu w to wchodzę.

 

BA: Czy uważasz, że jest coś, o czym ty wiesz, a co

pozostaje niereprezentowane? Czy jest taka ciemna

strona księżyca, istotna, o której ty wiesz, bo masz

„uprzywilejowany dostęp”?

 

SC: Można spekulatywnie o tym porozma-

wiać, polska prasa mało analizuje samą siebie.

Jeśli chodzi o historyczne powiązania to często

szuka winy w innych osobach czy krajach, a nie

w sobie. Monoetniczność też wpływa negatywnie

na zdolność do refleksji. Dużo zauważam wątków

ksenofobicznych. Nie wiem, czy to prawda, ale tak

się wydaje z boku, kiedy czytam komentarze pod

artykułami, czasem włosy stają do góry.

 

BA: Tu w Krakowie jest taka arteria Armii Krajowej,

kiedyś Koniewa. Tam był pomnik Koniewa (to był

marszałek radziecki, który dowodził frontem w Pol-

sce południowej). O nim chodził mit, że pokierował

tym atakiem tak, żeby Kraków nie został zniszczony.

Pomnik zdjęto i został postument: przez jakiś czas

pokrywały go graffiti, później zamalowano je na

żółto i niebiesko. Potem się pojawiły antyukraiń-

skie napisy. Potem zamalowano na biało czerwono.

Teraz jest absurdalnie, ktoś napisał „Ewka kurewka”

czy coś w tym stylu. Dadaizm osiedlowy. Czytałem

w „Wyborczej” artykuł o antyukraińskich graffiti.

Z daty zdjęcia widać było, że to stare, odgrzewane

kotlety, ale to się sprzedaje. Antyksenofobi też lubią

mieć swoją prasę. Jest dużo hałasu, ale jest zdumie-

wająco mało hałasujących.

 

SC: To zawsze spekulacja, wiadomo, że to jedna

osoba może być, a wydaje się, że całe państwo.

Media to podgrzewają. Małkowska pisze o sztuce

i też dała wtręty antyukraińskie, byłem zdzi-

wiony, że nawet ona w to weszła. Pisała do swojej

kolumny w gazecie, że Ukraińcy źle się zachowują

w Warszawie. Fatalny moment do takiego pisania,

bo sytuacja krytyczna, z potrzebną pomocą ze

Stanów i z Europy, a to był „cios w plecy”. Choć

lubię czytać jej teksty o sztuce.

 

AP: Z prawicą mamy kłopot trochę.

(śmiech)

 

SC: My i z lewicą, i z prawicą. Z ludźmi, którzy

idą za pieniędzmi, a nie za ideą.

ANTONI BORSUK: Ja mam pytanie, czy widzisz róż-

nicę między światem sztuki w Polsce i na Ukrainie?

Jak byś mógł opisać, czy jest podobnie, czy inaczej?

 

SC: Polska nie weszła w postradziecką grę,

formowała się jak europejska sztuka, na dość

wysokim poziomie. W Ukrainie sytuacja jest

odwrotna. Całą elitę ze świata sztuki, literatury

i teatru zniszczono w latach 20tych, 30tych.

W pewnym sensie została peryferią radzieckiej

sztuki. Kto robił coś niebanalnego, to lądował jak

nie w Moskwie, to na Zachodzie. Polska kultura

rozwijała się linearnie, może z pewnym opóź-

nieniem, ale to normalna europejska kultura.

W Ukrainie mamy inny wektor sytuacji. W inny

sposób trzeba to opisywać, z polskiego punktu

widzenia nie da się tego opisać. Tam występuje

pewna archaiczność.

 

BA: Dla wielu ludzi spoza naszego kręgu – Fran-

cuzów czy Amerykanów, Ukraina zaczęła istnieć,

odkąd została zaatakowana. To znaczy – w ich

głowach.

 

SC: Dziwne dla mnie.

 

BA: Wielu Francuzów halucynowało, że Ukraińcy to

są Rosjanie, tylko troszeczkę zdezorientowani. Jak-

byś zapytał, kim był Dziga Wiertow, to powiedzie-

liby, że to Rosjanin, nawet nie wiedząc, że był Żydem

i że jego film wyprodukowano w Kijowie.

 

SC: Pancernik Potiomkin, to w Odessie było

kręcone. Jak dużo innych awangardowych rzeczy.

 

BA: Widzę tu politykę kija i marchewki. Jak było

trzeba to się zabijało intelektualistów, a jak chciałeś

być publikowany i czytany, to robiłeś to w języku

rosyjskim. To było to promieniowanie języka

rosyjskiego.

 

SC: Ja wyrastałem w momencie zupełnej

rusyfikacji.

 

BA: Jest taka fajna autorka, Tatiana Țibuleac, opisuje

jak w dzieciństwie wbijano jej do głowy, że język

mołdawski to rumuński. Była bita za mówienie po

rumuńsku. Widziałem w MCK wystawę „Polowanie

na awangardę”, tam był niemiecki dokument 1938

roku – lista intelektualistów do „zajęcia się nimi”, jak

się wejdzie do Polski. Rok przed inwazją.

 

SC: Ciekawe, nie słyszałem.

 

BA: Eksponat wypożyczono z jakiejś instytucji.

Fragmenty były zakryte, bo chcieli je zachować

w tajemnicy – chodziło o jakieś prawa dostępu.

Wystawa była ustrukturyzowana na 2 części: arty-

stów zachodnich prześladowanych przez faszyzm

i artystów wschodnich. Ci stąd – wszyscy byli

martwi. Bo nie mieli czasu. Faszyzm się instalował

w Niemczech stopniowo i stąd możliwości ucieczki.

Hans Arp i inni – mogli uciec. Stali się mniej znani,

ale żyli. Mówi się nieraz o kapitale symbolicznym,

że artyści mają instrumentarium, które im pozwala

na mobilność. Nie są to pieniądze, ale łatwość poru-

szania się, języki, sieci znajomych, komfort edu-

kacyjny, rodzice, którzy cię wspierają… Co o tym

sądzisz?

 

SC: Mój kapitał symboliczny? Wyrastałem

„w konflikcie narodowym”. Miałem w rodzinie

Rosjan, Ukraińców, Polaków. Słyszałem czę-

sto konflikty przy stole, kiedy zbieraliśmy się

w święta. Zawsze chciałem ich uspokoić. Szuka-

łem argumentacji, dlaczego to jest nie tak. I to jest

mój kapitał symboliczny, że żadnej z tych kultur

nie traktowałem agresywnie. Kultura i agresja to

dla mnie rzeczy sprzeczne. Moje miasto, Tarno-

pol, było zniszczone w 70 procentach, i odbudo-

wane, wojna, i opowiadania babci o okupacji, to

z polskiej strony. Połączenie kultur to mój kapitał

symboliczny. Kultura łączy, nie rozbija.

 

BA: Moje ostatnie pytanie, bo chciałbym, żeby

studenci i studentki jeszcze o coś zapytali, a nie

będziemy Cię trzymać godzinami: jeżeli byś patrzył

z naszej perspektywy, a więc osoby dwudziestokil-

kuletniej, czy masz jakąś sugestię, nie filozoficzną

a praktyczną, „co ze sobą zrobić”, co dopilnować,

czego nie przegapić.

 

SC: Jedyne co bym powiedział, to maksymalnie

patrzeć w siebie. I pracować z sobą, to jest: nie na

zewnątrz, a wewnątrz. Ta robota z sobą dla osoby

dwudziestoparoletniej jest strasznie ważna. Teraz

jest jeszcze ostrzej – z mediami, ich dostępnością,

telefonami. Patrzeć w siebie. ASP to jest rodzaj

nowej elity, jak u Hermana Hessego, w „Grze

szklanych paciorków”. Jak w średniowieczu tylko

elita potrafiła czytać, tak ASP wychowuje ludzi,

którzy przez twórczość potrafią patrzeć w siebie

i widzieć siebie.

 

WIKTOR ŻOŁNA: Czy to „patrzenie w siebie” to chodzi

o pewnego rodzaju introspekcję, medytację?

 

SC: Tak jest. To wariant wschodni, nie

zachodni. Jest taki utwór o szukaniu własnej

drogi „Siddhartha”. Co może dać ASP, to pomóc

znaleźć siebie samego. Dlatego warto studiować

na takich uczelniach.

 

WŻ: Odkrywać siebie we własnej sztuce?

 

SC: Nie kopiować, nie być modnym. To robota

z sobą. Najważniejsza.

 

BA: Czy tobie w codziennym życiu, w tym momencie,

pomaga praktyka albo postrzeganie artystyczne?

 

SC: Pomaga mi nie zwariować. Miałem prak-

tykę codziennego czytania. Próbuję analizować

krajobrazy. Maluję czasem. Do tej pory trzymam

normalny stan psychiczny. Co nie znaczy, że tak

będzie dalej. Świat sztuki pomaga patrzeć i być-

może nie bohaterem, ale nie bać się żadnych

sytuacji. Sztuka daje pozycję „obojętną”. Kiedy

w wojsku ludzie przeżywają wahanie, to jest dla

nich straszna rzecz, tymczasem dla artystów

to norma. Waha się i nie ma problemu, waha się

dalej.

 

BA: Jeśli nie ma więcej pytań, to bardzo dziękuję.

Rozmawialiśmy z Serhijem Czajką, który się łączył

z nami z poligonu wojskowego, a skąd, to jeśli

możesz powiedzieć?

 

SC: Poligon wojskowy Jawy.

 

BA: Dziękuję Kasi Skrobiszewskiej że nam umoż-

liwiła tę rozmowę, i pozdrawia Cię: Pracownia

Rysunku, Agnieszka Piksa, Bogdan Achimescu,

i pierwszy rok licencjatu 2025.

 

SC: Dziękuję, to jakiś inny świat. Cieszę się,

że miałem taką rozmowę. Pracujcie i wszystko

będzie dobrze. Ja Kasi mówiłem, że teraz ona

odpowiada za przyszłość malarstwa.(śmiechy)

 

BA: Może powtórzymy to, nie że zaraz, ale życzymy

sobie szczęśliwego Nowego Roku i nie marznąć.

 

SC: Nawzajem, nie wiem jak to będzie z tym

wszystkim, ale to jest też terapia, dzięki. Mam

wielką przyjemność i zaszczyt porozmawiać-

w tych ścianach, w których też kiedyś byłem.

W wyobraźni znajduję się w Krakowie.

 

BA: Mam nadzieję, że szybko wrócisz nas odwiedzić.

 

WSZYSCY: Dziękujemy!

 

Rozmowa odbyła się online, 19 grudnia 2025, łącząc

Pracownię Rysunku Wydziału Intermediów oraz

poligon w Zachodniej Ukrainie.

Rozmawiały i rysowali: Maria Bakunovych,

Antoni Borsuk, Julia Banasiuk, Gabriela Galos,

Łukasz Kalfas, Samuel Kawczak, Bartosz Kuśnierz,

Róża Kwiecińska, Dymitr Majczak, Agnieszka

Sokół, Mateusz Szumiec, Wiktoria Woziwoda,

Mateusz Ziemski, Wiktor Żołna, Bogdan Achimescu,

Katarzyna Skrobiszewska, Agnieszka Piksa.

Wymyślili Katarzyna Skrobiszewska i Bogdan

Achimescu, zredagowała Agnieszka Piksa,

zdizajnował Kuba Sowiński

 

Nazwiska przywołane w rozmowie:

Jacek Gaj – grafik i rysownik, wykładowca ASP

Kuba Sowiński – projektant, wykładowca ASP

Andrzej Bednarczyk – malarz, wykładowca i rektor ASP

Adam Wsiołkowski – malarz, wykładowca ASP

Maus Arta Spiegelmana – znana i nagradzana powieść

graficzna traktująca o Zagładzie

Gerhard Richter – twórca malarskich abstrakcji opartych

na hiperrealiźmie

Luc Tuymans – malarz nawiązujący do historii wojen

i kolonializmu

Marcin Maciejowski – malarz z Grupy Ładnie

Wilhelm Sasnal – malarz i filmowiec

Józef Czapski – malarz, rysownik, pisarz

Marlene Dumas – malarka

El Anatsui – twórca instalacji z nakrętek od butelek

Komar i & Melamid – rosyjski duet artystyczny

Anna Netrebko – śpiewaczka operowa

Disco Elysium – kultowa gra komputerowa

Joanna Rajkowska – artystka wizualna

Paulina Ołowska – artystka z pogranicza dyscyplin

Monika Małkowska- publicystka kulturalna

Iwan Koniew – dowódca wojsk ZSSR

Tatiana Tibuleac – pisarka

Hans Arp – twórca rzeźb i malarz z nurtu abstrakcji

organicznej

Herman Hesse – autor m.in. Wilka stepowego, Gry szklanych

paciorków i Siddharthy – poematu o kształtowaniu się

i dochodzeniu do mądrości

©  2026  Sergii Chaika All right reserved

bottom of page